Strefa dla zakochanych :: opowiadania miłosne
Miłość niejedno ma imię: u każdego człowieka przebiega
inaczej. U każdego człowieka oznacza ona co innego.
Dzieje się tak również dlatego, że człowiek jest istotą
bardzo niedoskonałą.
Na to, aby tę sprawę wyjaśnić, podzielmy sferę przeżyć
człowieka na trzy płaszczyzny: na płaszczyznę duchową
- czyli racjonalno-wolitywną, po drugie uczuciową i
po trzecie - zmysłową, która tutaj będzie się identyfikować
z grupą doznań erotycznych czy seksualnych. W klasycznym
wypadku słowo "miłość" oznacza przeżycie ogarniające
równomiernie wszystkie te trzy sfery. Ale tych klasycznych
wypadków jest niewiele. Na ogół miłość rozwija się w
ludziach nieharmonijnie. I często kończy się katastrofą,
tragedią albo przynajmniej nieszczęściem.
Bo bywa, że wybucha w człowieku przeżycie erotyczne,
eliminując, przygłuszając, nie dopuszczając do głosu
pozostałych dwóch sfer. Człowiek cały jest wpatrzony
w tego, który go podnieca pod względem erotycznym. On
objawia mu się jako idealny partner, by mu dostarczyć
maksimum przyjemności zmysłowych - stąd to pożądanie
- chce się z nim jak najprędzej złączyć, posiąść go.
Nic go więcej nie obchodzi, nic więcej nie jest ważne,
nie liczy się. Cały świat wiruje przed oczami, wyobraźnia
dostarcza karkołomnych kolorowych obrazów, angażując
człowieka totalnie. Wszystkie myśli, wszystkie działania
na tym są skoncentrowane, by dojść do celu swoich pożądań.
Zupełne szaleństwo albo jeszcze dokładniej: opętanie.
Bo opętanie to zawsze jakaś jednostronność, jakieś zafałszowanie
rzeczywistości. Aż dojdzie do spełnienia pragnień. I
faktycznie może się tak zdarzyć, że kontakt z takim
obiektem pożądania dostarczy wymarzonych przyjemności
erotycznych. Aż dojdzie do jakiegoś nasycenia, wyrównania,
uspokojenia. I wtedy ma szanse obiektywna ocena swojego
partnera. I może się okazać, że ten, który był obiektem
pożądania, szaleństwa, upojenia, rozkoszy jest po prostu
nie do wytrzymania, że z nim nie da się żyć, że jest
beznadziejnie głupi albo obrzydliwie egoistyczny, że
w życiu na co dzień ma zachowania się nie do przyjęcia,
że denerwuje każdym słowem, poruszeniem, całym sposobem
bycia. Że w gruncie rzeczy nigdy go nie kochałeś, bo
nie byłoby co kochać. A wszystko to, co między wami
było dotąd, nie było żadną miłością, a tylko żądzą.
Że w końcu jak można było być takim idiotą, żeby tego
wszystkiego nie widzieć. Jak można było się łączyć z
kimś tak niemożliwym.
Może być zupełnie przeciwnie. Może być dwoje ludzi,
którzy się znakomicie rozumieją w sferze intelektualnej.
Obydwoje bardzo inteligentni, obydwoje stwierdzają pokrewieństwo
duchowe. Mają podobne zainteresowania. I faktycznie
bez końca rozmawiają na tematy ich interesujące. To
mogą być matematycy, fizycy, geografowie czy botanicy,
turyści, krajoznawcy, samochodziarze. Uważają to za
specjalne zrządzenie losu, że spotkały się ich drogi,
chodzą razem w góry czy badają skały. To mogą być społecznicy,
politycy, zaangażowani oboje w tę robotę, poświęcający
tym sprawom wszystkie swoje siły. I stwierdzają jako
rzecz najbardziej oczywistą - małżeństwo. I bywa, że
dochodzi do tragedii, bo okazuje się, że ci ludzie zupełnie
sobie nie odpowiadają np. pod względem seksualnym. Że
pod tym względem nic do siebie nie czują. Dwie kłody
zimnego drewna. Rozpacz.
Może być wreszcie trzecia ewentualność: miłość uczuciowa.
Wtedy człowiek jest zafascynowany urokiem drugiego człowieka,
jego pięknem, jego sposobem obcowania z ludźmi - wszystko
w nim jest takie ładne. Ma takie piękne oczy i tak potrafi
głęboko patrzeć w człowieka aż się świat kręci przed
oczami. Ma takie piękne usta i włosy mu się tak naturalnie
układają. Ma taki miły timbre głosu. Gdy on tylko zaczyna
mówić, ładny się staje cały świat. Ładny jest cały świat,
nawet, gdy nie mówi, a tylko w nim się pokaże. Jest
samą poezją, melodią. Z tym człowiekiem najlepiej jest
chodzić do teatru, do kina, na koncert, do kabaretu,
tańczyć. W jego towarzystwie można by spędzać całe dnie.
Zauroczenie, zafascynowanie, które eliminuje tamte dwie
inne sfery życia. I bywa, że dochodzi na tej fali do
małżeństwa. Ale wtedy najczęściej współżycie seksualne
jest odebrane jako akt brutalności i barbarzyństwa,
który burzy tamten wyśniony obraz spędzania życia na
łące, wśród kwiatków, nad potoczkiem. Życie codzienne
jest z kolei katorgą i mordęgą niegodną normalnego człowieka.
Gdy już jednak nie ma innego wyjścia, pozostaje życie
w smutku i rozpaczy, w rozczarowaniu i żalu do tego
człowieka, który tylko wtedy był cudowny, a dziś jest
brutal i groszorób. Tęsknota za tamtymi latami, które
już nigdy nie wrócą, bo i wrócić nie mogą.
Gdy już stwierdziliśmy ten fakt niedoskonałości człowieka
i jego nieharmonijnego przeżywania miłości, powiedzmy
jeszcze coś więcej: zwróć uwagę na to, że każdy z tych
trzech wymienionych typów miał swój czas - był w pewnym
okresie modny w kulturze świata. Był czas romantyków,
był czas erotyki, był czas intelektualistycznych kochanków.
Piszę "był", jakby to był czas przeszły dokonany.
Nie, to jest ciągła fluktuacja. Pojawia się jedna fala,
trwa jakiś czas i ustępuje miejsca następnej.
Na koniec jeszcze i to jest do zauważenia, że istnieje
pewna osobliwość - osobliwość tak: chłopcy w okresie
dojrzewania są najbardziej podatni na zmysłowe traktowanie
dziewcząt; dziewczęta w okresie dojrzewania angażują
się uczuciowo. Intelektualne związki z partnerem to
najczęściej sprawa lat późniejszych.
To wszystko, co miałem do powiedzenia na temat tego
zjawiska. A teraz trzeba by podać środki zaradcze. Z
nimi najtrudniej. Odwoływać się u człowieka opętanego
do rozsądku to sprawa prawie beznadziejna. Za czasów
Pana Jezusa opętani mieli dobrze, bo po prostu ratował
ich Pan Jezus. Ale do dzisiejszego dnia ten sposób jest
jedynym sposobem. Po prostu ratunek musi nieść drugi
człowiek. Człowiek mądry, człowiek dobry, człowiek -
przyjaciel. Najprościej, gdyby to byli rodzice. Ale
po pierwsze przeważnie oni dowiadują się o wszystkim
na końcu, a już nigdy od swoich dzieci. A po drugie
są małe szanse, żeby ich rady, prośby czy groźby poskutkowały.
A więc przyjaciele i przyjaciółki. Jak widzisz takiego
opętanego, postaraj się go uratować. Pogadaj, wytłumacz.
Czasem trzeba nawet do takiej operacji wiadra z wodą.
A i tak nie jest pewne, ze to wszystko pomoże. Ale zabiegać
trzeba, bo szkoda każdego człowieka, nawet gdy zgłupieje.
A jak ciebie samego najdzie? Właśnie. Przecież po to
piszę przede wszystkim. Żebyś wiedział, że ciebie też
to może spotkać, że zwariujesz na punkcie jakiejś dziewczyny.
To o jedno cię proszę. Spróbuj sprawdzić - jeżeli cię
na to tylko będzie stać - czy zauroczyła cię we wszystkich
płaszczyznach, czy nie dałeś się opętać jedną sferą
jej osobowości. Ba, sprawdzić. Ale jak sprawdzić, jeżeli
- jak ksiądz sam mówi - mogę być opętany. Rada jest
jeszcze jedna. Nie spiesz się. Nie decyduj się zbyt
szybko na nic, na żadne ostateczne kroki. Nie mów słowa,
nie obiecuj zbyt szybko. Czas daje ci szanse, że wyrównają
się wszystkie wynaturzenia i anomalie. Zaczniesz patrzeć
na całego ukochanego człowieka, a nie tylko na jego
kawałek. Powinny ci się ukazać wszystkie braki, niedoskonałości,
cały niedostatek twojego partnera - jeżeli taki faktycznie
istnieje. Czas jest zawsze tym egzaminatorem, przed
którym nie ostoi się żadna złuda, zaślepienie.
| Dodał: anonim

