To opowiadanie będzie zdecydowanie inne, niż te, które
do tej pory napisałam. Ale to jest właśnie dowód na to,
że "Kobieta Zmienną Jest". W jeden z czerwcowych
weekendów spędziłam w "Pałacu". Było to wspomnienie
pobytu z przed roku, była to klasyczna "pościelówa",
bez specjalnych atrakcji, ale za to pobyt rok wcześniej
był na pewno specjalny,
a jaki, za chwilę. Ale również było to wspomnienie następnego
pobytu w tym samym miejscu opisanym przeze mnie jako "Nauka
tańca".
Zacznę w ten sposób. Inne walory seksu poznałam będąc już
dojrzałą kobietą. Nie oznacza to, że wcześniej nie miałam
kontaktów damsko - męskich. Jak zdecydowana większość z
nas cnotę straciłam w średniej szkole, miałam kilku chłopaków
na studiach i zupełnie udany seks z moim mężem, dopóki nie
wyjechał. Po jego wyjeździe zajęłam się dodatkową nauką
i pracą, co teraz procentuje.
Przełom nastąpił w 1990 roku, o czym piszę w opowiadaniu
"Lekcja seksu". Rzeczywiście, podczas tych lekcji
poznałam smak seksu i być może chcąc sobie wziąć odwet za
lata osiemdziesiąte poszłam w seks z kilkoma partnerami,
zaczynając od trójkąta z dwoma zaprzyjaźnionymi mężczyznami,
co opisałam w opowiadaniu "Pierwszy Trójkąt".
Te spotkania z kilkoma partnerami były kontynuowane, chociażby
opowiadania "Masażyści", czy podczas swoich spotkań
w Hamburgu. Myślę, że w najbliższym czasie puszczę serię
"Hamburg", aczkolwiek nie wiem, czy odważę się
opisać wszystkie spotkania, bo tam czasami, zupełnie świadomie,
idę na bardzo ostry seks. Ale to są, można powiedzieć, wybryki,
bo tak, jak zdecydowana większość kobiet w moim wieku, tęsknię
za "pościelówą".
Klasyczne łóżko, miły partner i rano kawa podana na "Dzień
Dobry", albo łóżko po jakimś wspaniałym wieczorze.
I takie właśnie zdarzenie miało miejsce również w czerwcu
ubiegłego roku. W jednym z tygodni czerwca, w czwartek i
piątek odbywało się w jednym z wojewódzkich miast spotkanie
dotyczące promocji branży w krajach Unii Europejskiej. Organizator
przewidział wspólną kolację poza terenem miasta, w bardzo
ładnym "Pałacu".
O godzinie 19-tej podjechały autokary i pojechaliśmy na
umówione miejsce. Okazało się, że jest to Pałac wybudowany
na przełomie XIX i XX wieku, wspaniale odrestaurowany w
latach 1994- 1998, przy czym miejscem naszej kolacji nie
był sam Pałac, ale taras za pałacem zadaszony specjalnym
namiotem - patrz załączone zdjęcie. Zasiedliśmy do kolacji,
ale mnie fascynował zarówno sam Pałac, jak i jego wnętrze.
Więc poszłam do recepcji i spytałam, czy można by było,
chociaż pobieżnie zobaczyć wnętrza tego Pałacu. Okazało
się, że można i personel oprowadził mnie po jego wnętrzach,
które są naprawdę wspaniałe. Jeżdżąc po świecie widziałam
wiele obiektów pałacowych, ten naprawdę jest wspaniały.
Z pomieszczeń, na które w szczególny sposób zwróciłam uwagę,
to były sypialnie. Jedna z nich na załączonym zdjęciu. Wróciłam
na salę, gdzie trwała konsumpcja, grała muzyczka i widać
było na parkiecie kilka tańczących par. Usiadłam prze długim
stole, od którego odeszłam, ale przy którym dosiadło się
jeszcze kilka osób, siedząc naprzeciwko siebie.
W pewnym momencie z głośników popłynęła melodia sławnego
tanga Budki Suflera
i jednocześnie w tej samej chwili, siedzący o cztery osoby
w prawo ode mnie po przeciwległej stronie stołu Janusz dał
mi znać, że prosi mnie do tańca. Ja skinęłam głową i po
chwili był przy mnie. Mogę powiedzieć, że do tej pory to
myśmy się prawie nie znali, owszem widzieliśmy się kilkakrotnie
na różnych spotkaniach, ale jakoś do tej pory nie zawarliśmy
bliższej znajomości.
Janusz jest mężczyzną starszym ode mnie, prawie o głowę
wyższy, ale bardzo dobrze zbudowany, przystojny i bez brzucha.
Wyszliśmy na parkiet, chwycił mnie w pół i zaczął się taniec.
Ja, jak to kiedyś ktoś powiedział, mam duże poczucie rytmu,
z tego względu bardzo zawsze lubiłam tańczyć i sprawiało
mi to przyjemność. Przekonałam się, że Janusz również jest
bardzo dobrym tancerzem, świetnie się wyczuwamy i świetnie
prowadził.
I zaczęło się wirowanie po parkiecie. Oczywiście, na parkiecie
były jeszcze inne pary, ale myśmy sobie znajdowali takie
wolne miejsca, gdzie można było poszaleć. Akurat to Tango
jest na tyle rytmiczne, że można było zaprezentować pięknie
figury tego tańca, łącznie z przechyłami do tyłu. Ja mam
dosyć długie włosy, noszone luźno, więc one jeszcze bardziej
potęgowały efekt wirowania. Prowadzący tego wieczoru muzykę
widocznie coś wyczuł, bo następny był walc.
I znowu można powiedzieć parkiet był nasz. Zorientowaliśmy
się, że taniec sprawia nam niesamowitą radość i już do końca
kolacji praktycznie nie schodziliśmy z parkietu. Przyszła
godzina 23 i trzeba było wracać do hotelu.
Wracając autobusem, Janusz zapraszając do swojego pokoju,
wyraził chęć podziękowania mi za wieczór. Ponieważ nie mam
zwyczaju chodzić do innych pokoi, poprosiłam, aby Janusz
przyszedł do mnie, nie koniecznie w garniturze. Okazało
się, że mieszkamy na różnych piętrach, więc chwilę to trwało,
zanim Janusz wrócił, ja w tym czasie zdjęłam z siebie wszystko
i weszłam pod prysznic, licząc, że zdążę się przed jego
przyjściem umyć.
Niestety, Janusz okazał się być szybkim i wszedł do pokoju,
gdy jeszcze byłam w łazience, pod prysznicem. Nie znajdując
mnie w pokoju zajrzał do łazienki, ja spojrzałam na niego,
po czym spokojnie powiedziałam - zamknij drzwi wejściowe
i chodź umyj mi plecy. Ruchy Janusza w tym momencie były
błyskawiczne i za chwilę już poczułam jego ręce na swoich
plecach. Przesuwał je bardzo powoli, aż doszedł do poziomu
bioder, po czym przesunął je do przodu i idąc od brzucha
doszedł do Piersi, a one czując jego dotyk można powiedzieć,
stanęły na baczność. Nie uszło to jego uwadze, ale ponownie
zsunął je na dół, zaglądając do Cipki. Nie był w stanie
wyczuć, że już jest cała mokra, bo staliśmy w strugach wody.
Ja mocno przyciskając go do siebie wyczułam, jak pięknie
naprężyła się jego pałka. Nie przeciągając dalej sytuacji
stwierdziłam - trzeba się wytrzeć, jednocześnie wyłączając
dopływ wody. Janusz wyszedł pierwszy, podał mi ręcznik i
wycierając mocno przytulał się do mnie, ja wytarłam jego
i szybko znaleźliśmy się w łóżku. Przytuliliśmy się, usta
przykleiły się do siebie a języczki buszowały, chcąc jak
najwięcej powiedzieć. Po chwili ręka Janusza zaczęła opuszczać
się wzdłuż biodra, wsuwając się za moment między nogi.
Nie broniłam mu dostępu i je rozsunęłam, a on, wyjątkowo
delikatne zaczął przesuwać swoją dłoń po Cipce. Długo pieścił
samo gniazdko, podciągnął palec i z bardzo dużym wyczuciem
zaczął dotykać Łechtaczkę. Ja już w tym momencie cała gotowałam
się, aż przyszedł moment, kiedy wyprężyłam się na plecach,
dając mu znać, że chcę go w sobie. Mocno rozsunęłam na boki
nogi a on, nie spiesząc się, jakby delektując się, systematycznie
we mnie wchodził.
Wzrostu to może on jest średniego, ale to co ja miałam teraz
w sobie na pewno nie było "średniego wzrostu".
czułam go doskonale, każde jego pchnięcie, to jakby niesamowite
uderzenie, a on nadal, nie spiesząc się, precyzyjnie i coraz
mocniej wbijał się we mnie. Aż przyszedł ten jeden, jedyny
moment, kiedy ja już odpływałam, poczułam, że pęcznieje
w swoim końcowym akcie, strzelił i oboje osiągnęliśmy odlotowy
orgazm. Przez dłuższą chwilę leżeliśmy na sobie, ale w którymś
momencie trzeba było wstać i umyć się.
Znowu zrobiliśmy to razem i po chwili, gdy ja już byłam
w pościeli, Janusz nalał do przyniesionych z sobą kieliszków
po koniaku. Wypiliśmy toast za wspólne spotkanie i wspólne
tańce. Tuląc się dalej do siebie i dalej sącząc z kieliszków
Janusz zapytał mnie, czy nie miała bym ochoty na powtórkę
z tańcami. Spojrzałam, a on spokojnie wyjaśnił, że możemy
przecież po zakończonej konferencji przejechać tam, gdzie
byliśmy i zrobić sobie wieczór tańca. Słysząc to, można
powiedzieć, rzuciłam się mu w ramiona, wyrażając tym swoją
akceptację, ale on mnie z tych ramion już nie wypuścił.
Ponownie usta nasze zwarły się w bardzo mocnym pocałunku,
języki szalały, a ręce jego zaczęły najpierw pieścić Piersi,
aż zsunęły się w dół, sięgając Cipki.
I znowu przyszedł ten moment, kiedy z otwartością ramion
pozwoliłam mu wejść we mnie, a on zrobił to nie tylko z
chęcią, ale z bardzo dużą elegancją, najpierw składając
na Cipce swój pocałunek. Oboje pobudzeni następnym spotkaniem
szybko osiągnęliśmy stan odlotu, po którym, dopijając z
kieliszków koniak, pożegnaliśmy się do następnego dnia.
Rano obudziłam się wyspana, ale również niezmiernie podniecona,
poszłam na śniadanie, Janusz już siedział przy stoliku,
ja również nałożyłam sobie na talerzyk, okazało się, że
po tej nocy jestem niezwykle głodna. Piątkowa część spotkania
zaczynała się o 9-tej, o 11-tej była przerwa na kawę. Podczas
tej przerwy Janusz dyskretnie podszedł do mnie, informując,
że wszystko jest załatwione i po zakończonym spotkaniu mam
jechać do "Pałacu". Tak też było, spotkanie skończyło
się o 14-tej, nastąpił moment oficjalnego pożegnania, po
czym wszyscy zostali zaproszeni na obiad i w zależności
od tego, jak się komu spieszyło, tak szybko wychodził z
sali. mnie się specjalnie nie spieszyło. Janusz skończył
obiad, oficjalnie się pożegnał a ja zostałam dogadując jeszcze
jakieś sprawy.
Po około piętnastu minutach ja też poszłam do pokoju, dopakowałam
rzeczy, zeszłam na parking do samochodu. Za wycieraczkę
wsunięta była kartka z trasą dojazdu. Bardzo się ucieszyłam,
bo nie bardzo miałam pojęcie, gdzie mam jechać. Tym sposobem
dojechałam bez większych problemów, Janusz czekał przy wejściu,
widząc mnie wziął moje bagaże i poszliśmy razem do pokoju.
Pokojem okazał się być mini apartament z przepięknym, olbrzymim
łóżkiem, co widać na zdjęciu. Radość moja była niesamowita.
Postawiłam swoje rzeczy i rzuciłam się Januszowi w objęcia.
Usta nasze zwarły się w namiętnym pocałunku, w trakcie którego
zaczęło z nas spadać ubranie, przy czym ja zdejmowałam ubranie
z niego, on ze mnie, okazało się, że skończyliśmy jednocześnie.
teraz był tylko moment zdjęcia narzuty na łóżko i już na
nim leżeliśmy, oboje pieszcząc się. Tym razem ja też nie
byłam wyczekującą i sięgnęłam po jego pałeczkę. Czułam,
jak rośnie w moich rękach, a gdy już była odpowiednio sztywna
znowu wyprężyłam się na plecach dając mu możliwość swobodnego
wejścia we mnie. Ja byłam bardzo podniecona i chciałam go
jak najszybciej, ale on się mną delektował, wchodził wolniutko,
systematycznie powiększając swój stan posiadana.
Aż osiągnął pełny stan posiadania i kontroli nade mną. Ja
już płynęłam rzeka rozkoszy, a on jeszcze wysuwał i wbijał
się we mnie, ja już jęczę w stanie maksymalnego podniecenia,
a on dopiero nabiera rozpędu. Ale się rozpędził, dogonił
mój poziom namiętności i oboje odpłynęliśmy w ekstazie rozkoszy.
Chwila odpoczynku, toaleta i wyjęłam pozostawioną przez
Janusza butelkę koniaku. Nie mieliśmy kieliszków, ale były
szklaneczki do napojów, Janusz rozlał i wznieśliśmy toast
za nasz wieczór. A zapowiadał się wspaniale, bo po wypiciu
toastu Janusz zaczął zwiedzać moje ciało swoimi ustami.
Poczułam, jak delikatnie, a jednocześnie mocno liże brodawki
moich Piersi, które zaraz zrobiły się sztywne, następnie
zajrzał w dołeczek Pępkowy, aż zsunął się miedzy nogi rozchylając
językiem płatki i zanurzając go w samej jamce. Wysączywszy
z niej wszystek sok przeniósł się na Łechtaczkę, którą również
postawił na baczność, lekko ja ząbkami podgryzając.
Ja już nie wytrzymywałam, rzucając się po tym łóżku raz
na jedną, raz na drugą stronę, aż w pewnym momencie obróciłam
się na brzuch. Taka sytuacja w ogóle go nie zdeprymowała,
ułożył mnie równo, po czym delikatnie usiadł na mnie okrakiem,
zsuwając wzdłuż kręgosłupa swoją pałeczkę. To wrażenie było
niesamowite, toteż, gdy tylko doszedł do pośladków i lekko
się z nich zsunął, natychmiast je uniosłam, dając mu do
zrozumienia, że ma tam wejść. Lekko się odsunął, ja rozsunęłam
nogi a on już swoją pałką badał moje gniazdko, poczym tym
razem, zdecydowanym ruchem wszedł we mnie. Jęknęłam, czując
go wspaniale, a on trzymając moje biodra, systematycznie
się we mnie wbijał. Poczułam jak pęcznieje i nastąpił moment
kulminacji, ale jaki. Trzymał lewą rękę na moim biodrze,
a prawą ręką sięgnął po moje włosy chwycił je i może niezbyt
mocno, ale stanowczo odgiął mi głowę do tyłu.
Tym sposobem sama się mocno wyprężyłam dociskając się do
jego bioder i można powiedzieć, tak trzymając mnie za grzywę,
dojechaliśmy do końca, ja przy tym mocno krzycząc w euforii
podniecenia. Oboje padliśmy obok siebie i przez dłuższą
chwilę tylko na siebie patrzyliśmy oczami pełnego szczęścia.
Janusz oprzytomniał pierwszy, umył się, nalał do szklaneczek,
po czym podając mi moją mocno pocałował i wygonił do łazienki,
bo mieliśmy zejść na kolację.
Rzeczywiście dłuższą chwilę to trwało, ale doprowadziłam
się do jakiegoś tam ładu, widząc, że Janusz zakłada elegancką
koszulę ja też wyjęłam, można powiedzieć pół wizytową czarną
sukienkę, doprowadziłam swoje włosy do porządku, poprawiłam
makijaż i zeszliśmy w to samo miejsce, gdzie byliśmy poprzedniego
dnia. Przy stołach było widać sporo osób, przeważało młode
pokolenie, powitał nas ten sam Pan, który poprzedniego dnia
puszczał płyty, nasze miejsce było zarezerwowane, zamówiliśmy
sobie po drinku i poszliśmy do stołu wybrać sobie coś na
przekąskę.
Zdążyliśmy usiąść, puknąć się szklaneczkami wznosząc toast
za nasz wieczór, po czym z głośników popłynęło to samo TANGO,
co wczoraj. W oczach błysk i już byliśmy na parkiecie. Szanowna
młodzież nie zdążyła się jeszcze zorientować o co chodzi,
kiedy my już płynęliśmy po sali. Nie wiem, czy ich zamurowało,
ale przez dłuższą chwilę nikt nie wszedł na parkiet. Po
tangu "Bo do tanga trzeba dwojga" Budki Suflera
Pan puścił tango argentyńskie La Comparsita
( nie wiem, czy to się tak pisze, nie znam hiszpańskiego
). No to już był sam szał. Parkiet był tylko nasz a młodzież
patrzyła jak się tańczy tango mając partnerkę, która dolega
całym ciałem do partnera.
To było coś wspaniałego tak rozpływać się w tańcu, po tym
tangu przyszły inne melodie
i okazało się, że z nimi tez dajemy sobie radę. Usiedliśmy
odpocząć, coś przejedliśmy, mnie bardzo smakowało jajko
w szynce, po czym znowu Pan operujący płytami zrobił nam
przyjemność, puszczając walca. Kto dzisiaj umie płynnie
zatańczyć walca, a jeszcze w lewo, tylko starsze pokolenie.
Płynęliśmy po sali a wokół nas stali młodzi ludzie patrząc,
jak my to robimy. Jeden walc przeszedł w drugi - Nad pięknym
modrym Dunajem. Sama klasyka, skończyliśmy, dostając od
uczestników spotkania duże brawa.
Znowu z głośników płynęła muzyka, myśmy cały czas tańczyli.
Było już po północy, gdy przyszedł do nas Pan operujący
muzyką, pytając nas, czy interesuje nas Rock - and - Roll.
Nas pytać o takie rzeczy. Przecież to my jesteśmy pokoleniem
wychowanym na tej muzyce. Pan powiedział, że ma kilka płyt,
myśmy popatrzyli po sobie, ale poprosiliśmy Pana, aby poczekał,
pójdziemy się przebrać. Tańczyć Rock - and - Rolla w wizytowej
sukience się nie da.
Poszliśmy do pokoju, ja założyłam obcisłą bluzeczkę bez
rękawów i naprawdę mini spódniczkę, Janusz założył dżinsy
i podkoszulkę i tak zeszliśmy na salę. Nie da się ukryć,
zewnętrznie ubyło mam trochę lat. Po sali poszedł jeden
jęk, usiedliśmy przy stoliku, stuknęliśmy się szklaneczkami,
za pomyślność naszego tańca i gdy skończyła się trwająca
melodia Pan puścił klasykę rock - end - rollową. Nie przypuszczałam,
że po tylu latach będę tak fruwać. Przypominały mi się studenckie
czasy i studenckie ubawy.
Wtedy już panował Big - Beat, ale w szanujących się klubach
jeszcze tańczono Rock - end - rolla. Tak, ale to było wiele
lat temu, a tutaj wspaniale prowadzący Janusz i wirująca
sala. Młodzież stanęła jak wryta, kiedy wyszedł nam pierwszy
przerzut przez plecy, za następne dostaliśmy gromkie brawa.
Nie wiem, jak długo to trwało, ale zmieniło się kilka melodii,
zanim zeszliśmy z parkietu. Siedzieliśmy przy stoliku cali
szczęśliwi, nie wiem, czy ktoś jest dzisiaj w stanie zrozumieć,
co znaczy być upojonym tańcem.
Niestety, to nie był koniec naszych tańców. W pewnym momencie
do naszego stolika podeszło kilka młodych osób, jeden z
młodzieńców trzymał na tacy szampana i wręczając mi tę tacę
powiedział, że to dla nas za pokaz tańca, jaki im zrobiliśmy,
ale również prośba, abyśmy ponownie zatańczyli tango i walca,
bo oni chcieli by się nauczyć. Popatrzyliśmy po sobie
i zbaranieliśmy, po czym Janusz powiedział, że dobrze, ale
za chwilę, musimy iść się przebrać. W pokoju Janusz wyjął
białą koszulę, no i garnitur, ja włożyłam na siebie, można
powiedzieć, koktajlowa sukienkę, na cienkich ramiączkach,
duży dekolt, z tyły plecy gołe po linie stanika, mocno dopasowaną,
ale z bardzo dużym rozcięciem z boku. Każdy mój ruch noga
powodował, że była ona widoczna aż po same biodro. Spojrzeliśmy
po sobie, było ekstra i tacy zadowoleni
z siebie wkroczyliśmy na parkiet.
Po sali przeszło jedno wielkie "Łoł", Pan puścił
muzykę i zaczęliśmy tańczyć klasyczne tango z figurami.
Przebrzmiała pierwsza melodia, poprosiliśmy naszych sponsorów
próbując im wytłumaczyć, że taniec klasyczny wymaga określonej
oprawy, prezentując nasze stroje. Następnie zgodnie z ich
prośbą pokazaliśmy kilka podstawowych kroków, po czym Pan
ponownie puścił muzykę i zaczęliśmy taniec. Podobnie, następnie
pokazaliśmy podstawowe kroki walca i zaczęła grać muzyka,
na przemian tango i walca. Myśmy wirowali w środku, a wokół
nas kilka par młodych ludzi. I ten nieprzerwany taniec trwał
aż do końca, to znaczy do godziny drugiej, kiedy już kończono
pracę.
Ostatnie tango było dla wszystkich, po czym, po dopiciu
ostatniej lampki szampana
i otrzymując brawa, odpłynęliśmy do pokoju. Tutaj, będąc
w doskonałych humorach, ale potwornie zmęczeni, zrzuciliśmy
z siebie ubrania i upojeni tym tańcem położyliśmy się spać.
Czy doszło między nami w tym momencie do zbliżenia - NIE,
bo ono nie było w tym momencie potrzebne. Szczęśliwi, przytuliliśmy
się do siebie i tacy zasnęliśmy. Natomiast ranek był już
zupełnie inny. Obudziliśmy się chyba jednocześnie, poprosiliśmy
śniadanie do pokoju, sami robiąc w tym czasie toaletę. Wypiliśmy
po kilka łyków kawy, po czym przywarliśmy do siebie niesamowicie
mocno. Usta nasze nie mogły się rozłączyć, języki mówiły
i mówiły i nie mogły się nagadać. Ręce zaczęły szukać miejsc,
które dają tyle satysfakcji.
Chyba ja pierwsza dotknęłam jego pałki, moment później on
już pieścił moją Cipkę, aż przyszedł ten moment, kiedy ja
się wyprostowałam, rozsunęłam nogi na bok a on już był we
mnie. I podobnie jak poprzednim razem, widać było to perfekcyjne
opanowanie ruchów, bo każdy czułam niesamowicie mocno, każdy
dawał to narastające podniecenie, aż do całkowitego obłędnego
spełnienia. Jeszcze chwilę na sobie leżeliśmy, ale przypomnieliśmy
sobie, że mamy do zjedzenia śniadanie. Znowu kilka łyków
kawy, zjedliśmy, to co nam dali, bo przed każdym z nas droga
powrotna do domu i jakby kończąc śniadanie, stuknęliśmy
się szklaneczkami z sokiem.
Ten gest spowodował, że ponownie nasze usta zwarły się,
nasze ręce szukały naszych miejsc namiętności, ale tym razem
to ja przejęłam inicjatywę, położyłam go na plecach, po
czym sama najpierw swobodnie na nim usiadłam, a poczuwszy
odpowiednio jego pałkę pod moją Cipką uniosłam się, wsuwając
ją sobie do środka. Janusz wyprostował ręce, pieszcząc moje
piersi, po czym chwycił mnie mocno za biodra, powodując,
że czułam go wspaniale. Ale tego było nam mało. Ostrożnie
wyprostowałam nogi, Janusz się uniósł i przywarliśmy do
siebie całymi ciałami. Trzymając mocno moje biodra systematycznie
zaczął prężyć swoje, usta nasze zwarte do bólu, w efekcie
czego przyszedł wspaniały efekt spełnienia. Jeszcze chwila
bardzo namiętnego odpoczynku i trzeba było się zbierać.
Zapakowane do samochodu bagaże, ostatnie objęcie, uścisk
ramion i w drogę. Czy ta droga była trudna - nie, bo wracałam
do domu mając w pamięci fantastyczny wieczór i poranek z
kawą w łóżku. I to jest to, co mnie daje wyjątkowe zadowolenie
i satysfakcję.
Kończąc to opowiadanie chciała bym zwrócić Waszą uwagę na
element przypadkowości. Już wiele razy w życiu przekonywałam
się, że nie jedno zdarzenie było konsekwencją całkowitego
przypadku. Tak samo było i tym razem, przecież to absolutny
przypadek, że usiadłam przy tym stole, przy którym siedział
Janusz, absolutny przypadek, że poprosił mnie do tańca i
absolutny przypadek, że on tak dobrze tańczył. W efekcie
zdarzeń przypadkowych spędziłam wspaniały, niezapomniany
wieczór. I w tym momencie przypomina mi się takie powiedzonko
mojej wspaniałej Babci, która zawsze powiadała "Planowanie
czas stracony, los i tak da to, co ma być".
Czerwiec 2003r Baśka, baska@poczta.onet.pl