Można powiedzieć, że Kobiety dzielą się na te, które miały
Kochanków, na te, które mają Kochanków i na te, które będą
miały Kochanków, bo jak nie będą miały, to bardzo dużo stracą.
Ja należę do tej kategorii Kobiet, które MAJĄ KOCHANKA.
Znamy się z Andrzejem od ponad 20 lat, spotykamy się co
jakiś czas, a każde nasze spotkanie jest niezapomniane,
pełne finezyjnych pieszczot, które dają "obłędnego
kopa" na tzw. szare życie. Tak też i tym razem było.
Przyjechał, przywożąc dużą ilość wyśmienitego wina oraz
jak zwykle z dużym bukietem kwiatów, zawsze jest to bukiet
pąsowych róż, ale jest też jedna niebieska, jak to mówi:
kolor nadziei na następne spotkanie oraz jedna herbaciana
- żółta, kolor zazdrości.
Chcieliśmy się pieścić, ale uznaliśmy, że najpierw "myju-myju"
pod prysznicem. Łazienka na piętrze mojego domu ma 20m2
powierzchni, w jednym narożniku jest duża narożna wanna
z hydromasażem, w drugim narożniku kabina natryskowa. Wykańczając
łazienkę, upierałam się, aby to była duża kabina. Teraz
już wiem dlaczego tak się upierałam. Możemy się w niej w
miarę swobodnie zmieścić we dwoje. Pierwsza ja myłam jego,
później on mnie.
Używaliśmy odpowiedniej ilości żelu, więc trzeba było się
dobrze spłukać. W pewnym momencie ja stanęłam twarzą do
ściany, po to, aby mógł mnie dokładnie opłukać. Więc on
powoli przesuwał prysznica po moich Plecach, aż doszedł
do Pupci. Tutaj musze zaznaczyć, że wylot prysznica nie
stanowi klasyczna słuchawka, a jest to prosta rurka odpowiedniej
średnicy, mająca na pewnej wysokości kilka dziurek z jednej
strony, umożliwiających wypływ wody.
Ja jakby mimowolnie, chcąc, aby Pupcia była dobrze opłukana
jedną rączką chwyciłam za pośladek i go lekko rozsunęłam.
On zrobił to samo z drugim pośladkiem i przesunął wylot
prysznica w kierunku mojej dziurki. Gdy znalazła się ona
już w tym miejscu, nie wiem, dlaczego, ale z moich ust wyszła
jakby prośba "Przyciśnij". A za moment cichutkie
"Leci".
Okazało się, że on dosunął ten prysznic tak mocno, że woda
zaczęła wlatywać we mnie. Za moment było "Starczy"
i szybko wyskakiwałam na sedes, aby się wypróżnić. On stanął
przede mną, pogłaskał po Buzi, po czym chwycił swoją pałkę
i skierował w stronę moich Piersi. Chwyciłam je, dociskając
mocno, a spływający żółty płyn sprawił, że byłam wyjątkowo
podniecona.
Po chwili wróciliśmy pod prysznic, aby ponownie umyć się
i sytuacja się powtórzyła, ale tym razem byłam bardziej
wytrzymała i sama prosiłam "Jeszcze". Aż w pewnym
momencie powiedziałam "Dość", złapałam pośladki,
aby mocno trzymać to co miałam w Pupci i pokazałam mu swój
brzuszek. Było wyraźnie widać jak jest ładnie zaokrąglony.
Wypróżniłam się, umyłam jeszcze raz i owinięci w duże ręczniki
zeszliśmy na dół do łóżeczka. Tam odbyła się cała ceremonia
smarowania balsamem, ze szczególnym uwzględnieniem pupci.
Gdy już byłam cała nabalsamowana i we właściwy sposób popieszczona
jego paluszkiem, ułożyłam go na wznak i pięknie na nim usiadłam.
Weszłam cała, lekko się pokręciłam, a następnie uniosłam
biodra, prosząc jednocześnie, aby chwycił mnie za pośladki.
Wtedy ja ustawiłam jego pałeczkę nad Pupcią i poprosiłam
"Pchnij". On jednocześnie puszczając mnie uniósł
swoje biodra do góry. Tym sposobem jego pałeczka, bez większych
oporów znalazła się w mojej Pupci.
Oboje spojrzeliśmy sobie w oczy i wiedzieliśmy, że jest
wspaniale. Czułam się taka naprężona i pojękując mówiłam,
że jestem bardzo wypełniona. Chcąc być z nim jeszcze bliżej
zaczęłam prostować nóżki do przodu, aż w pewnym momencie
dało to możliwość jeszcze głębszego penetrowania jego pałeczki
we mnie. Tak zespoleni zaczęliśmy taniec szczęścia, który
skończył się pełnym zadowoleniem. Pomimo, że on wlał we
mnie wszystko co miał, jeszcze przez dłuższą chwilę siedzieliśmy
zespoleni w pięknym uścisku namiętności.
Odpoczęliśmy i Andrzej poszedł na górę, do łazienki. Ponieważ
nie było go dłuższą chwilę, poszłam zobaczyć co tam robi.
Stał przed lustrem cały nagi i golił się. Poczekałam chwilę,
a gdy już wycierał twarz wzięłam z blatu pojemnik z pianką,
nalałam jej trochę na rękę i roztarłam na jego owłosieniu
mówiąc - teraz ja Cię ogolę. Andrzej odwrócił się, oparł
się o blat i nie mówiąc ani słowa patrzył i czekał co ja
zrobię.
Jak to u mnie czasami bywa, szybciej coś zrobię niż pomyślę.
Ogolić męskie genitalia to nie to samo, co wydepilować maszynką
nogi. Ale nie było już wyjścia, bardzo ostrożnie, miejsce
koło miejsca ogoliłam go. Spojrzał i spytał, czy skończyłam.
Odpowiedziałam, że tak, wówczas on położył ręcznik na podłodze,
wziął pojemnik z pianką i stwierdził - teraz ja. Zawsze
pilnowałam, aby moje owłosienie łonowe wyglądało estetycznie,
ale też zawsze jakieś było. Teraz się zapowiadało, że w
ogóle go nie będzie. Posłusznie położyłam się na podłodze,
Andrzej podłożył mi dodatkowy ręcznik pod biodra i prysnął
prosto z pojemnika na moją Cipkę. Delikatnie roztarł, wyjął
z kosmetyczki nową maszynkę i przesuwając je miejsce koło
miejsca pozbawił mnie całkowicie owłosienia.
Skończył, popatrzył i stwierdził - no to teraz możemy iść
do przedszkola. Uśmiechnęłam się i zamiast do przedszkola,
poszliśmy się umyć. I znowu jakby z ciekawości jak będzie
wyglądał, ja pierwsza myłam Andrzeja, a następnie on mnie.
Oparłam się tyłem o ścianę, zakładając ręce na ramiona i
mocno rozsuwając nogi wypięłam biodra do przodu. Andrzej
bardzo delikatnie spłukał całe moje podbrzusze i systematycznie
opuszczając końcówkę prysznica, pomagając sobie ręką, zaczął
myć moja Cipkę. Ręka jego przesuwała się delikatnie po moim
kroczu, a paluszki jego, niby myjąc, zaczęły wsuwać się
z moje gniazdko.
Nie da się ukryć, ogarnęło mnie błogie podniecenie. Ale
Andrzej przerwał i poprosił mnie, abym się odwróciła i lekko
wypięła Pupę. Gdy już tak stanęłam wsunął mi końcówkę natrysku,
z którego cały czas płynęła niewielkim strumieniem ciepła
woda, między nogi i zaczął systematycznie przesuwać po całym
kroczu. Znowu zrobiło mi się bardzo dobrze, ciepły strumień
wody przyjemnie łaskotał Cipkę i Pupę.
Aż w pewnym momencie Andrzej przesuwając tę końcówkę w kierunku
Cipki, na wysokości gniazdka mocniej ją przycisnął i zaczął
mi ją wsuwać w głąb. Próbowałam się wyprostować, ale on
mnie drugą ręką mocno przytrzymał więc ja wygięłam się jeszcze
mocniej, wystawiłam mocniej biodra do tyłu, a Andrzej wepchnął
mi do oporu. Owszem, rzadko, bo rzadko, ale czasami bawiłam
się wypełniając czymś Cipkę, ale to uczucie było zupełnie
inne. Jego zdecydowane ruchy, spływająca ciepła woda spowodowały,
że zaczęłam głośno pojękiwać osiągając coraz to wyższy stopień
podniecenia. Przestawiając mnie w tą pozycję Andrzej końcówkę
natrysku podprowadził od strony podbrzusza, więc teraz,
kiedy ona była w mojej Cipce Andrzej miał swobodny dostęp
do mojej Pupci, co oczywiście w tym momencie wykorzystał.
Wziął z półki żel, posmarował nim swoją pałkę, przyłożył
i za chwilę już w niej był. Poczułam go niesamowicie, bo
w Cipce stawiała mu opór końcówka natrysku. Poprosił, abym
ściągnęła nogi, chwycił za biodra i systematycznymi ruchami
wbił się we mnie całkowicie. To, co się z nami działo, było
czymś fantastycznym. Każde pchnięcie powodowało napór na
Cipkę, a wypływająca z niej ciepła woda powodowała niesamowite
podniecenie, zakończone obłędnym orgazmem, kiedy Andrzej
wlewał we mnie swoje soki. Delikatnie wyjął końcówkę natrysku,
opłukał całe krocze i mocno tuląc wyprowadził mnie z kabiny.
Nie miałam na nic siły. Usiadłam na ręczniku i długo dochodziłam
do siebie.
Znowu minął jakiś czas, aczkolwiek w żadnym momencie nie
można powiedzieć, żeśmy próżnowali. Cały czas a to byłam
gdzieś całowana, a to gdzieś byłam pieszczona. Wcale nie
rzadko jego paluszki wędrowały a to do mojej Cipki, a to
do mojej Pupci, a to do nich jednocześnie i po osiągniętym
orgazmie znowu jakiś odpoczynek.
Jakoś tak wyszło, że miałam do zrobienia pilną prace na
najbliższy poniedziałek, więc poprosiłam Andrzeja, aby mi
dał trochę spokoju, a najlepiej jakby przygotował kolację.
W kuchni też jest dobry. Minęło trochę czasu i słyszę, że
kolacja gotowa. Rzeczywiście stół zastawiony różnymi potrawami
oraz butelką białego wina. Zobaczywszy to wszystko, co on
naszykował, oczy mi się rozświetliły i dałam mu namiętnego
siarczystego buziaka.
Kolacja toczyła się i nie bardzo wiadomo było kiedy, opróżniliśmy
tę butelkę, co stała na stole, Andrzej sięgnął po następną,
ale i ta długo nie wytrzymała, więc sięgnął po następną.
W pewnym momencie stwierdziłam, że jak dalej będzie takie
tempo, to za moment nie wstaniemy od stołu. Andrzej popatrzył
na mnie i uśmiechając się stwierdził, że "Może Ty",
bo on to na pewno nie. Na co ja również się obruszyłam,
stwierdzając, że nigdy nie upiłam się tak, abym nie mogła
stać na własnych nogach.
No i w tym miejscu można powiedzieć zaczął się hazard. Bo
on stwierdził, że zawsze zdarza się coś po raz pierwszy,
ja stwierdziłam, że nie ma takiej możliwości, on znowu "a
co będę z tego miał jak Cię tak upiję", na to ja, zgodnie
jakby ze swoim charakterem, zanim pomyślę, powiem - "to
będziesz mógł ze mną zrobić, co będziesz chciał".
Popatrzył długo na mnie i spytał "No to co - ryzykujesz",
a ja o dziwo roześmiana stwierdziłam - "No pewnie".
Wiedziałam, że wlanie we mnie takiej ilości wina, abym była
tak pijana nie wchodzi w rachubę.
Niestety, przeliczyłam się. Jak mi później wyjaśnił, pamiętał,
że miał w samochodzie pół litra spirytusu, pamiętał też,
że u mnie w łazience widział średniej wielkości gruszkę
gumową, a z różnych innych wykopalisk wiedział, że miejscem
bardzo chłonnym jest Pupcia, przecież czasami podaje się
leki do Pupci, wiedział, że moja Pupcia, po tym ostatnim
myciu jest czyściutka, więc może tę drogę wykorzystać.
Polecił mi rozłożyć koc przed kominkiem, położyć się na
brzuchu i wypiąć Pupę do góry. Nalał do szklanki określoną
ilość tego spirytusu, zassał część do tej gruszki, wsunął
mi końcówkę do Pupy i wstrzyknął. Było bardzo miło, poczułam
w środku taki dziwny chłód. Taką operację powtórzył jeszcze
dwa razy. Po tych zabiegach położyłam się na brzuszku, on
położył się obok
i pieścił po plecach, ramionkach, Pupci i nóżkach. Po jakimś
czasie poprosił, abym się odwróciła na plecy i usiadła.
Ku jego zdziwieniu zrobiłam to bez większego problemu. Jakby
zupełnie trzeźwa, gestykulując rączkami zaczęłam podśmiewywać
się z niego, że zaraz to ja wezmę sobie odwet na nim, ale
teraz chcę usiąść przy stole.
Wstał, podał mi ręce, abym mogła też wstać. Moment wstawania
był bez problemowy, wstałam, usiadłam przy stole, napiłam
się ze szklanki soku i stwierdziłam "idę siusiu".
No i tutaj już wyszło szydło z worka. Podparłam się rączkami
o stół i chciałam wstać, ale w tym momencie moje nóżki się
ugięły i opadłam na krzesło. Popatrzyłam na Andrzeja i znowu,
i znowu to samo.
Podszedł do mnie i pomógł mi wstać. Nie było wątpliwości
- wygrał. Nie byłam w stanie sama utrzymać się na nogach.
Patrzyłam z przerażeniem na niego, mówiąc - "Pomóż".
Praktycznie przeniósł mnie do łazienki, zrobiłam siusiu
i wróciliśmy do pokoju, ale nie do stołu, a na kanapę. Usiadłam
i patrząc na niego zupełnie trzeźwym głosem spytałam :"Jak
to możliwe, przecież ja jestem trzeźwa". Na co on stwierdził,
że wszystko się zgadza, tylko moje nóżki trochę się zmęczyły.
Patrzyłam na to wszystko z niedowierzaniem. Jakby przekornie
spytał - "No i co ja mam z Tobą teraz zrobić":
A ja jakbym była najzupełniej trzeźwa natychmiast odpowiedziałam
- "Jak to co, zbić. Przecież za głupotę się płaci".
Ta moja wypowiedź wbiła go w duże zakłopotanie, ale w tym
momencie ja przytuliłam się do niego i proszącym głosem
stwierdziłam - "Musisz to zrobić, bo ja tak chcę. Zrobiłeś
jedno, musisz zrobić drugie. Ja muszę mieć nauczkę, że nie
wolno wchodzić w hazard".
Po tym dałam instrukcję, że w garażu jest taki rzemień,
który kiedyś kupiłam, teraz wiem po co, później ma iść do
kuchni, przynieść stołek, na stołku położyć ręcznik, ja
się na tym położę, rozsunę szeroko nóżki, a on ma tym rzemieniem
mocno w sama szparkę uderzyć. Próbował ze mną pertraktować,
ale ja jakby stanowczo potwierdziłam, co ma robić. Nie da
się ukryć, odzywając się w taki głupi sposób jakby samemu
sprowokowałam tę konsekwencję, ale nie przypuszczałam, że
będzie taka.
W tym momencie nie miał wyjścia, poszedł do garażu, znalazł
ten rzemień, następnie poszedł po stołek i ręcznik. Sceneria
była piękna. Było zgaszone światło, w kominku palił się
ogień, na stole paliły się świece. Zażyczyłam sobie głowę
w kierunku kominka, położyłam się na tym stołku, objęłam
rączkami jego nogi, mocno wypinając Pupcie do tyłu powiedziałam
- już, teraz.
Uderzył pierwszy raz, syknęłam, ale nic poza tym. Po kilku
uderzeniach stwierdził, że starczy, na co ja się odezwałam
"Przecież nie powiedziałam dość". Widocznie się
zdenerwował, bo po tym moim stwierdzeniu dostałam jeszcze
kilka razy i to naprawdę mocno, aż sam uznał, że dość.
Podszedł do mnie, pomógł mi się podnieść i poszliśmy do
łazienki, zobaczyć jego dzieło. Pochyliłam się mocno przed
lustrem, ponieważ nie zawsze udawało mu się idealnie trafić
w rowek, zarówno na pośladkach jak i w samej szparce widać
było duże zarumienienie ciała.
Delikatnie przesunął ręką po Cipce, a ja prawie rozkazującym
głosem powiedziałam "Wejdź". Uklękłam, wystawiając
Pupę do góry a on wszedł we mnie z całej siły, a ponieważ
były to miejsca mocno obolałe głośno jęczałam, ale były
to pomruki zadowolenia, aż przeszły w krzyk, kiedy naprężył
się całkiem i strzelił we mnie swoim sokiem.
Skończyliśmy, nie miałam na nic siły, podniósł mnie, owinął
w ręcznik i taką owiniętą przeniósł do łóżeczka. Kładąc
się na pościeli popatrzyłam na niego przyjaźnie, powiedziałam
- "Dziękuję" i poprosiłam o wodę. Przyniósł mi
wodę a on zajął się sprzątaniem po kolacji. Poczułam, jak
po pewnym czasie kładzie się obok mnie, wtuliłam moje plecy
na fasolkę, on wtulił się do mnie i tak zasnęliśmy.
Rano obudziłam się jakby nic się nie stało, tylko boląca
Cipka przypominała, że coś się tej nocy działo. Już bez
problemów wstałam, zrobiłam toaletę, napiłam się wody, położyłam
przy nim, wtuliliśmy się w siebie i znowu zasnęliśmy, aż
do południa. W południe zjedliśmy obiad, on zaczął się zbierać,
na co ja powiedziałam, że jeszcze raz chcę się z nim pokochać.
Poszliśmy do sypialni, ubrania już po drodze fruwały z nas,
położyłam się i uniosłam nogi do góry. Andrzej przez chwile
patrzył na mnie, aż po chwili spytał, czy wiem, co ja chcę
zrobić. Ja doskonale wiedziałam, Cipka była lekko opuchnięta,
więc jego wejście nie będzie takie łatwe.
Ułożył się, podciągnął mi nogi "na pagony", leciutko
przesunął się po gniazdku raz i drugi, po czym wszedł. To,
co wyszło z mojego gardła trudno nazwać jękiem czy krzykiem,
pewnie jednym i drugim, ale podniecenie moje było tak obłędne,
że wyrzuciłam ręce do tyłu, chcąc, aby był maksymalnie we
mnie. Orgazm przyszedł niesamowicie szybko, a każde jego
pchniecie powodowało jeszcze większy stopień uniesienia.
Wyczułam jak i on zaczyna dochodzić do szczytu i zaczęłam
wręcz drzeć się, gdy poczułam w sobie jego spermę. Odlot
był całkowity. Dłuższą chwilę leżeliśmy obok siebie, Andrzej
pierwszy wstał i poszedł do łazienki.
Gdy ja już wyszłam, siedział w kuchni i dopijał kawę, na
mnie też czekała taka sama.
Wstałam, on się ubrał, a ja żegnając go, podziękowałam za
wszystkie pieszczoty i całując bardzo mocno dałam jeden
z korków od wina, który leżał na blacie, mówiąc, że czekam,
aż ponownie przyjedzie z takim winem i takimi atrakcjami.
I to jest cały problem z KOCHANKAMI. Przychodzą na krótko,
pieszczą wspaniale i odjeżdżają. A Tobie pozostają wspomnienia
i tęsknota.
Prawda - nieprawda, jedno jest pewne KOCHANKOWIE BYLI, SĄ
I BĘDĄ, a od nas samych tylko zależy, czy będą to nasi KOCHANKOWIE.
Baśka, baska@poczta.onet.pl